Jak już pisałam to mój chlebowy debiut, dlatego zaczynam dość skromnie, od przepisu przypadkowo znalezionego w jednym z kolorowych czasopism. Prostota i łatwość przygotowania tego chleba, jak się okazuje nie są jego jedynymi atutami. Cudowny zapach pieczonego ciasta chlebowego unosił się w całym mieszkaniu, mąż już od wejścia wywąchał, że będzie chlebowa uczta. Powiem krótko, nawet najlepszy i najdroższy chleb z piekarni, nie może się równać nawet z tym najskromniejszym, ale pieczonym samodzielnie w domu. Z wierzchu chrupiąca skórka, wnętrze zwarte i wilgotne. Jestem ciekawa jak długo ten chlebek będzie względnie świeży, zobaczymy.
Składniki na jedną formę tzw. kek sówkę:
- 50 g świeżych drożdży
- 2 szklanki mąki razowej
- 1 szklanka mąki pszennej
- 2 szklanki płatków owsianych
- 1 szklanka mleka
- 1 szklanka wody
- łyżeczka soli
- łyżeczka cukru
- 0,5 szklanki ziaren słonecznika lub dyni
Przygotowanie ciasta:
- Z drożdży, łyżeczki cukru, łyżki mąki i ok. 3 łyżek mleka przygotowujemy rozczyn. Jego konsystencja powinna przypominać gęstą śmietanę. Odstawiamy rozczyn w ciepłe miejsce na kilka minut do wyrośnięcia.
- Do dużej miski wsypać obie mąki, płatki owsiane, ziarenka dyni, sól i dodać wyrośnięte drożdże.
- Mleko delikatnie podgrzać i wlać do niego wodę. Jego temperatura powinna być na tyle niska, że jesteśmy w stanie swobodnie zanurzyć w nim palec, bez przykrych konsekwencji. Jest to o tyle ważne, że w przypadku zbyt gorącego płynu można zaparzyć mąkę, co przyczyni się niewątpliwie do powstania zakalca w cieście.
- Składniki przygotowane w misce zalewamy mlekiem i wodą, a następnie wyrabiamy z niego elastyczne ciasto.
- Gotowe ciasto zostawiamy do wyrośnięcia na jedną godzinę.
- Po tym czasie przekładamy je do wysmarowanej masłem i oprószonej otrębami keksówki.
- Wierzch ciasta smarujemy rozbełtanym jajkiem i posypujemy ziarnami dyni.
Pieczenie:
Nasz chlebek pieczemy przez godzinę w temperaturze 180 stopni z termoobiegiem. Skórka musi być złocista, a ciasto wewnątrz dość zwarte.

Naprawdę warto poświęcić tych kilka minut w kuchni, aby później móc cieszyć się takim niecodziennym smakiem, bo rzeczywiście różnica między tym sklepowym, a samorobnym jest znacząca. Bez spulchniaczy, barwników i innych sztuczności, gorąco polecam. Przymierzam się teraz do chlebka na zakwasie, ale to już wyższa szkoła jazdy, co wcale mnie nie odstrasza, a wręcz



